Dzisiaj dzielę się z Wami „wzorami” na udane wystąpienie publiczne.

1. Opowiedz o bohaterze i jego świecie.

Pewnej styczniowej soboty, po 4 dniach intensywnego rysowania na żywo podczas szkoleń, 6-godzinnej nocnej jeździe autem z Poznania do Krakowa, z dobrze zapowiadającym się zapaleniem gardła, wdrapałam się na 3 piętro liceum na krakowskim Kazimierzu, by… poprowadzić LAB.

2. Przygoda wzywa – co się stało i dlaczego bohater podjął wyzwanie?

Parę miesięcy wcześniej dostałam mail od Agaty Dutkowskiej, założycielki Latającej Szkoły, z pytaniem czy poprowadzę warsztaty w eksperymentalnej formule LABu. Tak! Takie formuły to coś dla mnie. Agata pisała o tym tak:
Drogie Profesorki!
Tak jak pisałam już wcześniej idea LABów jest eksperymentalna.
Oto jak powstała.
Myśląc o POP UP SCHOOL szukałam formatu, który będzie w stanie zagwarantować największy „transfer”, jak najmniejszym wysiłkiem. Lekko i elegancko. Tak jak można przetransferować megabajty danych, z komputera na pendrive’a, tak Wy, w sobotę ze studni swojej wiedzy przerzucicie nieco metaforycznych megabajtów do głów (i serc) uczestniczek.

Zdecydowałam się podjąć wyzwanie. Bo lubię dzielić się wiedzą i umiem to robić w sposób przyjazny. Na tydzień przed wydarzeniem od uczestniczek ZLOTu Latającej Szkoły otrzymałam pytania. Dotyczyły „moich” trzech tematów – facylitacji graficznej, webinariów i wystąpień publicznych. Brzmiały mniej więcej tak: Jak mówić odważnie, o tym co jest moją pasją? Jak przełamać barierę przed wystąpieniami? Czy masz przepis na proste rysunki? Co powinnam wiedzieć zanim zdecyduję się wystartować z pierwszym webinarium? Niektóre zaś poruszały temat tego jak zacząć własną działalność lub jak zrobić stronę www.

3. Jakim próbom i przeciwnościom losu sprostała bohaterka?

Ból gardła, zmęczenie po podróży – to takie zwykłe i prozaiczne przeciwności. 90 minut na to, aby w sposób składny i przyjazny odpowiedzieć na pytania, podpowiedzieć coś sensownego – to jest wyzwanie!

4. Pokaż jak bohaterka zwalczyła trudności i osiągnęła cel.

O bólu gardła na moment zapomniałam i sięgnęłam do mojej tajnej broni szkoleniowej. Powiedz mniej, ale konkretnej. Pokaż, zademonstruj, zapytaj o zdanie, wsłuchaj się w odpowiedź. Zejdź „ze sceny” i wpuść na nią ludzi.

  • Na moim/naszym LABie niektóre uczestniczki decydowały się wejść na krzesło, by się przedstawić, detronizowały mnie zajmując na chwilę moje miejsce prowadzącej. Same nazywały drobne sposoby na to, aby powiedzieć coś o sobie, zostać usłyszaną i zauważoną.
  • Na moim/naszym LABie kobiety wzięły udział w 5-minutowym cocktail party i zamieniły się w poczytne blogerki, kobiety sukcesu, kobiety otwarte na nowe wyzwania, optymistki, dusze towarzystwa (tak w ogóle to właśnie takie są, ale nasza niezwykła umiejętność umniejszania sobie prowadzi do tego, że szybko się o tym zapomina). Prowadziły small talks pełne energii i uśmiechu, a gdy usiadłyśmy z powrotem na odrapanych licealnych krzesłach – promieniały. Wszystko za sprawą drobnego zabiegu – na placach miały karteczki losowo wybranymi pozytywnymi informacjami o sobie, nie wiedziały co tam jest napisane. Podczas coctail party miały za zadanie nawiązywać rozmowę właśnie wokół tego, co wyczytały na plecach swojej rozmówczyni.

 

Dwie kobiety rozmawiają, jedna z nich ma na plecach napis jestem poczytna blogerką, druga usmiech a się do niej z zainteresowaniem

„Byłam zaskoczona entuzjazmem i energią tych rozmów. Starałam się odpowiedzieć na ten entuzjazm i przywoływałam dobre i prawdziwe rzeczy na swój temat. Ta rozmowa była pełna energii, dobrego flow. Czuję się świetnie.” – tak mniej więcej podsumowywały to doświadczenie uczestniczki.

 

  • Na moim/naszym LABie pokazałam 4 wzory dobrego wystąpienia publicznego. Zobacz jakie to fajne, jakie proste. Znasz cel wystąpienia, wiesz ile masz czasu, sięgasz po przepis i mówisz…
zdjęcie treści flipchartu z warsztatu
zdjęcie treści flipchartu z warsztatu

5. The end. Happy end.

Sobotni wieczór należał do kilkustet kobiet przybyłych na ZLOT Latającej Szkoły. W krakowskim Muzeum Sztuki Japońskiej Manggha oglądałam mądre, śmieszne, wzruszające wystąpienia. Zasłuchiwałam się w historiach, i wiecie co – 99% wystąpień było po prostu świetnych, bo kobiety na scenie były sobą (np.: zdejmowały szpilki gdy było im niewygodnie) i przywoływały autentyczne historie. I tylko one wiedzą, czy zżerała je trema czy może adrenalina dodawała skrzydeł. Wyszło znakomicie – to kolejny sekret wystąpień publicznych – w Twojej głowie może mętlik i burza, strach przed oceną, a w gardle sucho – audytorium najzwyczajniej w świecie tego nie wie. Ludzie chcą usłyszeć coś ciekawego, co ich zaangażuje. Tyle i aż tyle.

Jedno z wystapień szczególnie zapadło mi w pamięć. Potrafię je powtórzyć w szczegółach także dziś. O Dorocie i jej książce możecie dowiedzieć się więcej tutaj. Swoim wystąpieniem publicznym Dorota w 100% zrealizowała jeden z powyższych wzorów na publiczne przemawianie. Do tego jeden z najlepszych wzorów jakie znamy. Przygoda. Bohaterka i walka z przeciwnościami, przełom, cel, dobre zakończenie. Zagrzewa, podnosi na duchu, wzbudza emocje, angażuje, zapada w pamięć.

Foto: Barbara Bogacka Fotografia

zestaw krótkich opinii na temat moich warsztatów
kobieta na scenie, wystąpienie publiczne

Facebook